Niedawno miałem zaszczyt zasiąść w Auli Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu podczas debaty „Spotkanie Pokoleń”, uświetniającej 100-lecie naszej uczelni. Dyskusja z moimi nauczycielami z czasów studiów – prof. Henrykiem Mrukiem i prof. Józefem Orczykiem (ciekawostka – prof. Orczyk był także nauczycielem mojego stryja, prof. Wiktora Gabrusewicza) oraz dr Katarzyną Mierzejewską wykraczała daleko poza wspominki. Wspaniałym moderatorem debaty był kolega z UEP prof. Jacek Trębecki.
Zastanawialiśmy się nad kluczowym dziś problemem: co w nowoczesnej dydaktyce musi ewoluować pod dyktando rynku, a co stanowi nienaruszalny, akademicki fundament i etos?
Z perspektywy wykładowcy i praktyka biznesu obserwuję zjawiska, które wymagają od środowiska akademickiego radykalnego przemodelowania sposobu, w jaki edukujemy. Od samych studentów wymaga to z kolei zrozumienia, z czym tak naprawdę wiąże się powaga studiowania na uczelni wyższej.
Oto cztery kluczowe filary tej transformacji, w których rynek nierozerwalnie splata się z akademickimi wartościami.
1. Pułapka „zaawansowania” a uniwersytet jako strażnik fundamentów
Dzisiejsi studenci żyją w permanentnym szumie informacyjnym, który promuje szybkie, gotowe rozwiązania. Łakną narzędzi zaawansowanych, często ignorując żmudną naukę podstaw. Tymczasem powaga uczelni wyższej polega na tym, że nie jesteśmy bootcampem uczącym obsługi najnowszego oprogramowania. Rolą uniwersytetu jest uczenie myślenia i mechanizmów.
Z punktu widzenia etosu akademickiego pójście na skróty to zaprzeczenie idei studiowania. Student musi zrozumieć, że maraton zaczyna się od umiejętności prawidłowego wiązania butów.
Z własnego doświadczenia: Sam na studiach o mało nie wpadłem w tę pułapkę. Z przedmiotu, który lubiłem najbardziej – finansów przedsiębiorstw – dostałem warunek u prof. Jacka Mizerki, bo zignorowałem naukę rachunku przepływów pieniężnych (cash flow) – dziękuję Ci za to Jacki! Wydawało mi się to niepotrzebne. Akademicki rygor szybko zweryfikował moją arogancję. Porażka na poziomie podstaw była najważniejszą lekcją rzemiosła – bez tego fundamentu mój późniejszy rozwój finansowy byłby niemożliwy. Zrozumiałem, że w finansach, podobnie jak w wyczynowym kolarstwie, które trenowałem, nie wejdziesz do „Elity” bez przejechania tysięcy kilometrów nudnych, bazowych treningów.
2. Śmierć „Juniora” a uczelnia jako gwarant zaufania i etyki
Rynek pracy brutalnie weryfikuje dotychczasowe modele kariery. Sztuczna inteligencja niemal całkowicie zabiła stanowisko „juniora”. Odtwórcze księgowanie czy weryfikacja faktur to dziś domena maszyn. Pisałem o tym we wcześniejszym wpisie TU
Co to oznacza dla uczelni? Gdy algorytmy przejmują liczenie, to właśnie etos uniwersytecki zyskuje na wartości jak nigdy dotąd. Maszyna nie ma kręgosłupa moralnego. Nie potrafi ocenić intencji. To człowiek ukształtowany przez uniwersytet musi wiedzieć, gdzie kończy się rachunkowość kreatywna, a zaczyna się ta agresywna, łamiąca prawo. Odpowiadając na te wyzwania, stworzyliśmy na UEP kierunek Nadzór i Kontrola (m.in. we współpracy z absolwentem naszej uczelni, Robertem Klimackim z EY). Uczymy tam koncepcji wartości godziwej, raportowania ESG i śledzenia nadużyć.
Dostarczamy rynkowi analityków, którzy rozumieją pojęcie odpowiedzialności (accountability). Uniwersytet wyrasta dziś na najważniejszego gwaranta etyki w zautomatyzowanym świecie finansów.
3. Dlaczego warto „zaufać procesowi” edukacyjnemu?
Wielu studentów traktuje dziś uczelnię wybiórczo jak rynkową usługę, z której wybierają tylko te przedmioty, które wydają im się przydatne „tu i teraz”. Tymczasem powaga Alma Mater opiera się na ciągłości i mądrości pokoleń wykładowców.
Zawsze apeluję do studentów: Zaufajcie procesowi edukacyjnemu. Nauki uchodzące za „miękkie” – historia myśli ekonomicznej, prawo czy filozofia w rachunkowości – nie są zapychaczami. To one tworzą szeroki aparat pojęciowy, który procentuje na najwyższych szczeblach zarządzania. Sam wygrałem trudny konkurs do rady nadzorczej wiele lat po obronie dyplomu właśnie dlatego, że potrafiłem spojrzeć na problem z szerszej, humanistycznej perspektywy. Etos akademicki zakłada kształtowanie kompletnego człowieka, a nie tylko „trybiku” do korporacji. Mądrości biznesowej nie buduje się na znajomości samego Excela.
4. Universitas, czyli wspólnota i pułapka zdalnej izolacji
Słowo Universitas oznacza wspólnotę. Studia to nie tylko zdobywanie wiedzy z podręczników, ale kształtowanie postaw przez relacje – osławioną relację Mistrz-Uczeń oraz dyskusje z rówieśnikami.
Dlatego tak bardzo przestrzegam młodych adeptów finansów przed dwiema pułapkami dzisiejszych czasów:
Praca w pełni zdalna na starcie kariery: to zabójstwo dla rozwoju. Odbiera młodemu człowiekowi szansę na osmozę, podsłuchiwanie negocjacji starszych kolegów i nasiąkanie kulturą organizacyjną. Edukacji i kapitału społecznego nie da się w pełni zbudować przez ekran Teamsów.
Brak higieny i dyscypliny: Wolność, jaką dają dziś uczelnie i rynek pracy, wymaga żelaznej dyscypliny. Wymagające branże szybko weryfikują braki w charakterze. Mnie dyscypliny uczył sport — kolarstwo i sztuki walki. Bez odpowiedniego zarządzania własną energią – zwłaszcza gdy ma się za sobą, jak ja, epizod trzynastu lat pracy bez ani jednego dnia urlopu – łatwo o wypalenie. Równowaga to klucz: w moim przypadku to rodzina (żona poznana na studiach, syn i nasz dom pełen zwierząt (12 kotów potrafi uziemić każdego zapracowanego).
Podsumowując: rolą uniwersytetu w erze AI nie jest ściganie się z rynkiem na nowinki technologiczne. Naszą misją jest obrona etosu – dostarczanie rynkowi ekspertów o mocnych fundamentach merytorycznych, niezachwianym kręgosłupie etycznym i odwadze do brania odpowiedzialności. Tego nigdy nie zastąpi nam żaden algorytm.
Chciałbym na koniec napisać coś, co uważam za najbardziej stosowne w tej materii:
Celem głównym szkolnictwa wyższego jest kształtowanie postaw i charakterów.
Obyśmy nigdy o tym nie zapomnieli…
zdjęcie dzięku uprzejmości UEP
